Ferdydurke
dodane: 23 września 2001
Gdy w 1933 roku ukazała się pierwsza książka Gombrowicza - "Pamiętnik
z okresu dojrzewania" - posypały się, jak to zazwyczaj bywa, recenzje
i niektóre z nich bynajmniej bez atencji dla autora. Słowa krytyki być może
uraziły miłość własną pisarza, na pewno jednak już w chwili debiutu miał
on poczucie własnego talentu, w każdym razie wiedział, że w literaturze ma
coś do powiedzenia. I zdawał sobie sprawę, że to wszystko, co jest w nim
inne od innych, nie będzie ułatwiało ani startu, ani sytuacji literackiej.
Postanowił więc Gombrowicz bronić się, postanowił odpowiedzieć swoim
adwersarzom, rozprawić się z ich krytyką. Zaczął pisać tekst, w którego
pierwszych partiach czytelne są te polemiczne intencje. Dopiero w momencie
pojawienia się profesora Pimki, "Ferdydurke" wpada jak gdyby na swe
właściwe tory i mknie ku konsekwentnemu zakończeniu. Tak właśnie powstała
powieść. Oto i cała historia!
Reklama
Przypadek? Chyba jednak nie. Przypadkowe może było przekształcenie się
pierwotnego zamiaru w ostateczny, jednak z perspektywy ówczesnych poglądów
i postaw autora, jak i całej jego późniejszej twórczości "Ferdydurke" była
czymś oczywistym i koniecznym. Nie książką wydumaną, wykoncypowaną na
siłę, tylko utworem, do którego pisarz dorósł w swych doświadczeniach i
przemyśleniach, utworem, który okazał się kamieniem węgielnym dla całej
tej twórczości. "Ferdydurke" to była Biblia koncepcji życiowych i
literackich, jakim autor pozostał wierny do końca.
Istotnym wydaje się pytanie, czy "Ferdydurke" - i do jakiego stopnia -
jest powieścią autobiograficzną? Otóż pokusa takiego patrzenia na ten
utwór jest tyleż wielka, co ryzykowna. Wiadomo, że nie sama wyobraźnia
podyktowała autorowi zapisane obrazy. Z trzech podstawowych "sekwencji"
zbudowana jest całość: obraz szkoły, obraz domu miejskiego, obraz domu
wiejskiego - i to są właśnie trzy podstawowe filary dotychczasowego
doświadczenia życiowego Gombrowicza. Zwłaszcza przedstawiony tu dworek
ziemiański uderza nadzwyczajną znajomością rzeczy, jakby pisarz poruszał
się w znanych sobie murach i pośród bliskich ludzi. Bez wątpienia ogromny
ładunek osobistych wspomnień i przeżyć stał się budulcem dla tych
fragmentów powieści. Stołeczne, mieszczańskie domy rówieśników Gombrowicza
musiały także w jakimś zakamarku wyobraźni zjednoczyć się wspólnie w dom
Młodziaków.
Jeśli chodzi o fakty, zdarzenia, postacie to jedno tylko wiadomo na pewno.
Otóż przez wiele lat, od 1915 do 1944 roku, służącą i pokojówką w domu
Gombrowiczów była pani Aniela Brzozowska-Łukasiewiczowa, z którą Witold
był bardzo zżyty. Jej konkretny "wkład" w "Ferdydurke" wielokrotnie
zaświadczał sam autor. Wysłuchajmy relacji znawczyni jego biografii,
Joanny Siedleckiej:
"Kiedyś spóźniał się jak zwykle na śniadanie, poszła więc do jego pokoju.
- Skończyłem właśnie książkę - powiedział. - Tylko nie wiem jeszcze, jakie dać zakończenie. - Po czym przeczytał jej kawałek.
- Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba!
Krzyknął, że to wspaniałe i dopisze na zakończenie. Co też zrobił - takie to widać były i książki.
- Aniela jest najinteligentniejszą osobą w tym domu - powtarzał od
tego czasu".
- Możesz także:
- wysłać link do znajomego
- lub wydrukować tą stronę