Anus mundi
dodane: 23 września 2001
Sytuacja autora w obozie znacznie ułatwiała mu wzbogacenie doświadczeń
i obserwacji, dotyczących nie tylko więźniów Oświęcimia, ale także wielu
członków załogi SS. Należąc bowiem z biegiem lat do tzw. prominentów, miał
z wieloma esesmanami bezpośredni kontakt, i to nie zawsze wyłącznie
służbowy. I stąd jego wspomnienia dają obraz obozu widziany nie oczyma
szarego, przeciętnego więźnia, jednego z dziesiątków tysięcy, borykającego
się ze swym losem na własną rękę lub przy wsparciu przyjaciół, znajomych
czy grupy, w której się znalazł.
Kielar w ostatnim okresie swego pobytu w KL Auschwitz należał do garstki
"obozowej" arystokracji, żył w jej małym światku, który był tylko częścią
rzeczywistości, jaka przypadła w udziale dziesiątkom tysięcy szarych,
zwykłych więźniów. Ale jednakowo i nad tym prominenckim światkiem, jak i
nad zaszczutym, głodnym i zawszonym tłumem więźniarskim unosiła się ta
sama apokaliptyczna groza, to samo niebezpieczeństwo śmierci.
Walorem tych wspomnień jest nie tylko to, że odsłaniają one realia życia
obozowego, ale przede wszystkim to, że ukazują je bez żadnej taryfy
ulgowej, szczerze i brutalnie, pokazując całą złożoność tego życia i
ludzkich postaw. Dodajmy - postaw nie tylko więźniów, ale także esesmanów.
Są oni w tej książce ludźmi, a nie sylwetkami, wyciętymi z czarnego
papieru, ludźmi o mocno zarysowanych cechach charakteru, kierującymi się
nie zawsze jednakimi motywami działania. Można wśród nich spotkać
nieprzejednanych, wykonujących z premedytacją swoje zbrodnicze dzieło, i
takich, którzy swym ofiarom pomagają, a nawet z nimi współdziałają z chęci
zysku, z namiętności do alkoholu i złota, z ukrywanych odruchów litości
lub współczucia, czy nawet niewiary w ideę, która odziała ich w mundury z
trupią czaszką, ucząc mordu i nienawiści do człowieka. Przedstawiciele SS
w tej książce to nie ślepe automaty, stworzone tylko i wyłącznie do
zabijania, ale ludzie, którzy "ludziom zgotowali ten los", a kiedy po
klęsce stalingradzkiej kres ich panowania był coraz wyraźniejszy,
reagowali po człowieczemu, owładnięci strachem przed odpowiedzialnością
lub obawą przed utratą źródła dochodów.
Reklama
Oto jeden z codziennych obrazów w latach 1942 do końca 1944 w Brzezince,
w miejscu, które lekarz SS Hauptsturmfuehrer Thilo nazwał "odbytnicą
świata". Opinię jego odnotował jego kolega, także lekarz SS, profesor
uniwersytetu, doktor medycyny i filozofii, Johann Paul Kremer, pod datą 5
września 1942 roku, pisząc dosłownie: "Dziś w południe przy akcji
specjalnej z obozu kobiecego: coś najokropniejszego z okropności.
Hauptsturmfuehrer Thilo, lekarz garnizonowy, miał rację mówiąc mi dzisiaj,
iż znajdujemy się przy "anus mundi (odbytnicy świata)".
Notatka Kremera dotyczyła mordu popełnionego w komorze gazowej na 800
kobietach - więźniarkach, poddanych uprzednio selekcji w obozie żeńskim.
Była to tylko cząstka koszmarnych wydarzeń, które tu, w Brzezince,
pochłonęły 4 miliony ludzkich istnień.
"Anus mundi" w ustach lekarza garnizonowego SS Heinza Thilo było dla tego
miejsca określeniem wyrażającym z jednej strony obrzydzenie i grozę, jakie
budził w każdym obserwatorze obóz koncentracyjny - pisał w swej pracy
"Rytm życia" znakomity psychiatra prof. dr Antoni Kępiński - z drugiej
strony uzasadniało istnienie obozu koniecznością oczyszczenia świata.
W koncepcji hitlerowskiego obozu zagłady - poza bezpośrednim celem
polityczno-ekonomicznym, polegającym na jak najbardziej efektywnym
i najtańszym wyniszczeniu wroga - miało ono sens głębszy; było nim
oczyszczenie rasy germańskiej z tego wszystkiego, co nie zgadzało się
z ideałem germańskiego nadczłowieka.
Książka Wiesława Kielara ma wartości nie tylko historyczne, ale również
moralne i etyczne. Mówi nie tylko o dziejach obozu oświęcimskiego, jest
nie tylko kroniką faktów i wydarzeń, lecz także ma głęboki sens ludzki,
ukazując w sposób nieschematyczny, prawdomówny aż do brutalności, ludzi
skazanych na życie lub śmierć w czasach nieludzkich, w których dobro
walczyło ze złem, a nadzieja i wiara w człowieczeństwo z upodleniem
człowieka.
Był to czas wielkiej próby, w której obok silnych charakterów występowały
słabe i ułomne, i dopiero na ich tle te pierwsze zyskują właściwy wymiar i
rangę. Stają się bohaterskie, choć nie pomnikowe i patetyczne, lecz
zwykłe, po prostu ludzkie.
Liczne recenzje podkreślają wartość książki, która "rozsadza wszystkie
kryteria literackie". Niektórzy dopatrują się w niej wielkiej powieści
podkreślając pełen ekspresji język, oszczędność słowa i bogactwo plastyki
opisów. A przecież - jak mówią - to więcej niż powieść, bo jest
"dokumentem ludzkiej wielkości wśród morza ludzkiej podłości. To
niezrównana książka, tak niezrównana, że czytelnik wciąż zmuszony jest
zadawać sobie pytanie, jak mogło do tego wszystkiego dojść?".
Na tym polega jej znaczenie. Książka Kielara przypomniała bowiem światu KL
Auschwitz, przypomniała lub odkryła prawdę, dla nas Polaków oczywistą, ale
na Zachodzie przez wielu, szczególnie w kręgach społeczeństwa
zachodnioniemieckiego, przemilczaną, łagodzoną, fałszowaną albo wręcz
odrzucaną.
Przygotowali
Rafał - Dreamer@poczta.fm
Paweł Florczak
- Możesz także:
- wysłać link do znajomego
- lub wydrukować tą stronę