W obronie Billa Gatesa
dodane: 19 marca 2006
Bill Gates. Człowiek znienawidzony przez większość użytkowników komputerów na świecie. Bajecznie bogaty szef informatycznego imperium. Każdy człowiek pozujący na prawdziwego komputerowca przyjmuje za punkt honoru od czasu do czasu wykląć Gatesa na czym świat stoi. To takie modne...
Zdawało mi się, że zabawy w rozwałkowanie Billa już dawno odeszły w przeszłość. Myliłem się. Od czasu do czasu temat wraca i od nowa rozpalają się gorące dyskusje: dobry on czy zły, gra fair czy jest oszustem? Pomyślmy...
Reklama
Jednym z zarzutów stawianych Billowi jest monopolizacja rynku. Mówi się jakiż to on okrutny, jakież to sprytne chwyty stosuje aby opanować świat komputerów, jak to wpędza konkurencję w maliny...
A jak u diabła miałby postępować? Powinien złożyć broń i poddać się? Spieprzyć firmę, wywalić najlepszych programistów albo przerzucić się na inny biznes? A może powinien dofinansować konkurencję lub też po prostu zbankrutować w imię walki z samym sobą? Microsoft z Billem na czele prowadzi zwyczajną walkę z konkurencją, a na tym opiera się cała idea kapitalizmu. Każdy przedsiębiorca, od producenta majtek po koncern lotniczy Lockheed Martin, ma na celu zdobyć tak wielką część rynku jak to możliwe!
Winę za istnienie monopolu Microsoftu ponosi nie on sam ale konkurencja i klienci. Konkurencja jest niemrawa, różne (czasem potężne) firmy dłubią przy Linux'ie, ale nikt nie wkłada w ten interes zbyt wielkich pieniędzy. Dlaczego? Otóż ludzie lubią Windows! Gdyby było inaczej, gdyby Okienka były tak straszliwie zawodne jak niektórzy to sugerują, gdyby prawdą były wszystkie makabryczne opowieści o Windowsie, jego cenach i fatalnej jakości, to każdy powinien już dawno sięgnąć po konkurencyjny - darmowy przecież! - Linux. Nikt tego jednak nie robi. Dlaczego? Może po prostu Windows jest w chwili obecnej najlepszy?
Tworzy się więc sytuacja patowa. Microsoft jest dość upierdliwym monopolistą, jego produkty jakościowo nie należą do najlepszych, ale jednocześnie są na tyle dobre, że użytkownicy je akceptują, a żadna firma nie chce wypowiadać Microsoftowi otwartej wojny. Śmiem twierdzić, że jeśli system operacyjny i ogólnie oprogramowanie Billa jest na świecie tak popularne, to dzieje się tak tylko i wyłącznie dlatego, że na to zasługuje. Inaczej już dawno korzystalibyśmy z czegoś innego.
Wszystkim, których oburzyło powyższe stwierdzenie, że Windows nie jest taki znowu zły, podrzucam teraz twardy orzech do zgryzienia...
Rynek to swego rodzaju demokracja, w której kartkami do głosowania są zielone papierki z Jurkiem Waszyngtonem. Trzeba być idiotą, żeby krytykować jakąś partię a jednocześnie oddawać na nią swój głos. Podobnie na rynku - ten kto krytykuje produkt i ignoruje alternatywne wyroby, zasługuje tylko na wyśmianie. Jest idiotą.
- Możesz także:
- wysłać link do znajomego
- lub wydrukować tą stronę