My, dwie Kaśki i wolna chata...
dodane: 30 sierpnia 2006
Jak wczorajszy dzień pamiętam te 39 godzin, kiedy mój kumpel postanowił zaprosić dwie laski z okolic Szczecina i przenocować je w moim starym mieszkaniu - przenocować je i przy okazji nas ;) Historia miała miejsce w styczniu 2002 roku, dokładnie w drugiej połowie stycznia. Marcin poznał przez neta pewną Kaśkę mieszkającą w okolicach Stargardu Szczecińskiego . Internetowa znajomość przerodziła się w tradycyjną korespondencję i telefony. Pisała mu o domku nad jeziorem, romantycznych chwilach na tarasie przy blasku księżyca... Nie wytrzymał i musiał pochwalić się swoim nowym podbojem. Spotkaliśmy się jak zwykle w Ogródku Jordanowskim, szybko przeszedł do rzeczy. Był początek stycznia, a więc wypad nad jezioro można było włożyć między plany na dalszą przyszłość, a Marcinowi paliło się, aby spotkać się z Kasią w realu. Pokazał mi jej zdjęcie: "ładna" - pomyślałem "ten to ma szczęście"...
Reklama
Niewiele ponad
miesiąc wcześniej przeprowadziłem się i nadal miałem do dyspozycji stare, w
pełni wyposażone mieszkanie, więc zaproponowałem, aby zaprosił ją do Dębicy, to
z chęcią załatwię mu to mieszkanie na noc czy dwie. Zadzwonił zaraz do niej i
powiedział jej o mojej propozycji. Ucieszyła się, ale poprosiła o czas do
namysłu. Po dwóch dniach dowiedziałem się, że zgodziła się przyjechać za dwa
tygodnie razem z koleżanką, również Kaśką. Było jasne, że ta druga Kaśka do
towarzystwa dla mnie ;) Nikogo chyba nie zaskoczy to, że zacząłem wypytywać o
nią, a dokładnie o jej wygląd. Dowiedziałem się, że jest wysoką, szczupłą
blondynką z ładnym baleyage'm. Podobała mi się perspektywa miłego spędzenia
czasu w towarzystwie takiej laski ;)
Dzień przyjazdu Kasiek
zbliżał się wielkimi krokami. Dwa dni wcześniej zaczęliśmy sprzątać mieszkanie:
wypucowaliśmy je tak, że jeszcze takiej czystości w nim nie widziałem ;)
Kolejnym etapem przygotowań była wyprawa do myjni samochodowej - lśniącym Fiatem
125p wróciliśmy do domu. Umówiliśmy się na sobotę (dzień przyjazdu dziewczyn),
spotkać mięliśmy się na przystanku pod "Mechanikiem" jakąś godzinę przed
przyjazdem pośpiesznego ze Szczecina. Wziąłem z domu kilka szklanek, kilka sztuk
sztućców i parę innych rzeczy. Marcin także zabrał trochę z domu i zawieźliśmy
to wszystko na mieszkanie.
Wszystko mięliśmy dokładnie
zaplanowane: jednomyślni byliśmy co do tego, że takich dziewczyn nie ma sensu
trzymać w domu: postanowiliśmy zaraz po przyjeździe zabrać je do najokazalszego
sklepu w mieście - C.H. "Raj", następnie jakiś spacerek, spotkania ze znajomymi,
a na koniec wypad na dyskotekę, gdzie także liczyliśmy na obecność znajomych,
którzy będą mogli podziwiać nasze panienki :D
Na dworcu PKP
stawiliśmy się jakiś kwadrans przed planowym przyjazdem pociągu. Marcin po
drodze na peron zaliczył kwiaciarnię, w której kupił różyczkę (cały Marcin).
Staliśmy na peronie i czekaliśmy na przyjazd pociągu. W pewnym momencie
usłyszeliśmy komunikat o półgodzinnym opóźnieniu pociągu, toteż wróciliśmy do
samochodu zaparkowanego przed budynkiem PKP i zapaliliśmy po szlugu. Minęło
około 20-25 minut i znowu staliśmy na peronie, ale stwierdziliśmy, że w tym
tłoku łatwo będzie przeoczyć nasze dziewczęta. Postanowiliśmy "obstawić" schodzy
prowadzące z peronu do tunelu. Pociąg przyjechał, ludzie przeszli, ale naszych
piękności nie było widać.
- Możesz także:
- wysłać link do znajomego
- lub wydrukować tą stronę