Miszcz Marian versus Leon
dodane: 21 marca 2006
Tego dnia tłumaczyłem ufnie wpatrzonym we mnie uczniom istotę aiki. Na podstawie własnych przeżyć celnie i błyskotliwie odkrywałem im tajniki, sekrety, zawiłości i arkana...
Wten drzwi dojo z trzaskiem otwarły się i wkroczył do środka Leon, ten hochsztapler i kanciarz, któryż pod szyldem naszej szlachetnej sztuki jeno kasiore trzepie i młode naiwne duszyczki na złą drogę sprowadza.
Za nim wkroczyło pół tuzina jego ogłupionych, ślepo zapatrzonych naśladowców. Włos zmierzwion, keikogi rozchełstane, ryjki czerwone i wsciekłe...
Reklama
- Ty zaklejasz moje wysokonakładowe, profesjonalne i efektowne afisze swoim badziewiem i to tak, że ni adresu, ni telefonu, ni, o zgrozo, numeru konta zoczyc nie sposób!!!! - ryknął - w ten sposób, jak nic, utrudniasz mie działalność zarobkową i na koszty przeróżne narażasz!!!
- Drogi Leonie - odparłem spokojnie i wyrozumiale - mylnie interpretujesz coś, co ogólnie uznaje się w świecie cywilizowanym za tzw marketing agresywny...
Ten jeno zczerwienił się bardziej i krzyknął: - Tera to ja ci pokaże marketing
- Hola, hola - ryknąłem słusznym gniewem uniesion - Czyżbys Leonie o zasadach zapomniał???
Należymy do różnych organizacji i dobrze wiesz, co to znaczy. Twoje techniki nie działają na mnie a i ty odporny jestes na moje. Póki płace składki członkowskie w terminie twoje ki jest mi niegroźne.
- No tak, zapomniałem - odrzekł zbity jak, nie wiem co, z pantałyku. Ogłupionymi oczkami jął błądzić wokół, szukając żałosnie ratunku. Wten wpadłwszy na jakiś pomysł diabelski spojrzał na mnie fałszywie i przebiegle: - A tak umiesz??? - rzucił Po czym bez słowa chwycił jednego ze swoich zauszników za łapę, wykręcił ją okrutnie i miotnął chłopem o ziemie aż zachuczało...
- Taki dżynks prostacki to dla mnie pikuś!!! - rzekłem
Elegancko skłoniłem się w stronę rzędu moich uczniów. Wzorowych, zadbanych w śnieznobiałych, zaprasowanych kimonkach a twarzach mądrych i oczytanych. Wezwałem jednego do siebie. Chlubę moją, smukłego jak hart, silnego jak tur i szybkiego jak rącze coś tam. Podszedł do mnie żwawo i wymierzył cios straszliwy a celny.
Lotem błyskawicy zszedłem na bok i łącząc się z uniwersum wysłałem potężny ładunek ki w jego centrum. Zakreślił koło w powietrzu i spadł na ziemie z hukiem potężnym i jękiem.
- Ooooo - zamruczał rząd moich dzielnych hartów.
- Możesz także:
- wysłać link do znajomego
- lub wydrukować tą stronę