Walentynkowe hiacynty
dodane: 9 marca 2007
- I co teraz zrobisz? - zapytała Kaśka przysiadając na ogromnej puchowej kanapie
- Nic. Znienawidzę do końca życia Walentynki. Kto wymyślił to głupie i komercyjne święto? Zająłby się ten Święty Walenty chorymi i do uczuć się nie mieszał.
- To dziwne, bo jeszcze wczoraj sama przekonywałaś mnie, jak to cudownie celebrować swoją miłość i nawet kupiłaś kartkę walentynkową.
- No właśnie, teraz tą tandetną pocztówkę to sobie mogę wsadzić...
- Do książki jako zakładkę-uprzejmie dokończyła moja przyjaciółka - A tak właściwie to taka niechęcią powinnaś darzyć tylko Wojtka bo święto Ci nic nie zrobiło.
- Tak czy siak czuje, ze to będzie tragiczny dzień. Najlepiej będzie jak zaszyję się w domu i posprzątam wreszcie w szafie - wymruczałam bardziej do siebie niż do Kaski - A co do niego, to nie rozumiem, jak mógł ze mną zerwać przed Walentynkami - dodałam z płaczem.
Reklama
Wczoraj bowiem mój Wojtek, wielka romantyczna miłość oznajmił, że w Polsce dla siebie przyszłości nie widzi i wyjeżdża. Kiedy pod wpływem chwili wyraziłam gotowość natychmiastowego podążenia za nim spuścił tylko wstydliwie oczy. Przyznał, ze towarzysza podróży już znalazł. I to kogo?! Zośkę, tą ufarbowaną na rudo sekretarkę z jego pracy. Prychnęłam dziko na samo wspomnienie tej rozmowy.
- Daj spokój. Zawsze Ci mówiłam, że do siebie nie pasujecie-pocieszała mnie Kaśka-A co do jutrzejszego dnia to zawsze możesz iść z nami do kina na romantyczną komedię. Będzie fajnie.
- Nie dzięki - wymruczałam - czułabym się jak piąte koło u wozu. To wasz dzień i żadna przyczepka nie jest potrzebna.
- To może urządzimy podwójną randkę? - Kaśka nie dawała za wygraną-Darek ma samotnego kolegę, dziewczyna rzuciła biedaka dla innego.
- O nie! - zaprotestowałam - Wieczór spędzony na użalaniu się nad sobą może być tragiczny, ale spędzony na użalaniu się nad innymi to horror.
- Możesz także:
- wysłać link do znajomego
- lub wydrukować tą stronę